Sopot, 22 sierpnia 2026. WNBF X DZIK Sopot Summer Cup.
Stoję z aparatem trochę z boku. Obserwuję przygotowania, skupienie przed wyjściem, ostatnie pompowanie mięśni. Potem scena, światła i zupełnie inny Dominik - swobodny, pewny siebie, w swoim żywiole. Fotografuję sportowca, ale też mojego syna, dlatego daje mi to podwójną frajdę.
Dominik ma 21 lat, a sport jest z nim od siedemnastu. Zaczynał jako czterolatek na basenie. Potem były kolejne sportowe doświadczenia, sekcja pływacka, lekkoatletyka, aż w końcu coraz ważniejszy stał się trening siłowy i kulturystyka naturalna. Sport już dawno przestał być dla niego tylko aktywnością. Sport stał się jego własnym językiem. Sposobem myślenia, pracy, sprawdzania siebie i budowania swojego życia.
Dziś jest trenerem personalnym, prowadzi też zajęcia grupowe. To, co kiedyś było dziecięcą zajawką, stało się świadomym wyborem.
I bardzo lubię obserwować ten proces. Nie dlatego, że jako mama zaplanowałam dla niego właśnie taką drogę. Dlatego, że jest jego.
Patrząc na niego, uczę się też czegoś od młodszego pokolenia. Wytrwałości. Konsekwencji. Świadomości tego, czego się chce. Ale przede wszystkim umiejętności czerpania ogromnej frajdy z obranej przez siebie ścieżki. Kiedy przypominam sobie siebie jako dwudziestoletnią dziewczynę, widzę to zupełnie inaczej. Nie miałam wtedy aż takiej świadomości siebie i takiej pewności: to jest moje, chcę to robić i zobaczę, dokąd mnie to zaprowadzi. Dla mnie to bardzo odświeżające.
Oczywiście patrzę też oczami mamy. Z całym pakietem miłości, dumy i naturalnej potrzeby, żeby własnemu dziecku było dobrze.
Dlatego fakt, że Dominik wybrał kulturystykę naturalną, przyjmuję również z bardzo matczynym: uff. :)
A fotografia daje mi możliwość wejścia trochę głębiej w ten jego świat. Nie jestem tylko na widowni. Mogę obserwować backstage, przygotowania, skupienie, napięcie przed sceną, a potem radość i euforię po wyjściu.
Dominik jest trochę scenicznym zwierzęciem. Dobrze czuje się w świetle, w ruchu, w kontakcie z publicznością. Widać, że naprawdę to lubi.
Dla fotografa to świetny temat. Dla mamy - jeszcze lepszy. Staram się nie reżyserować tych zdjęć. Raczej być gdzieś obok i łapać momenty, zanim ktoś zdąży je zauważyć. Dla mnie fotografia sportowa to dokumentacja drogi. Bo scena trwa kilka minut. Za nią są miesiące treningów, dieta, regeneracja, wyrzeczenia, praca nad pozowaniem i codzienna konsekwencja. Jedno zdjęcie zatrzymuje moment. Mnie bardzo interesuje cały proces. Progres. Nie tylko ten widoczny w sylwetce, ale też ten, który dzieje się w człowieku. Doceniam to że jestem rodzicem dorosłego syna, który wybrał własną drogę, a on mnie zaprosza do bycia jej częścią.
Sopot był jego debiutem na scenie naturalnej kulturystyki, ale nie był jeszcze startem docelowym. Od początku przygotowań najważniejszym punktem były Mistrzostwa Polski WNBF w Grodzisku Mazowieckim, zaplanowane na 25 października. Start w Sopocie pojawił się po drodze - jako możliwość zdobycia pierwszego doświadczenia scenicznego, sprawdzenia siebie i zobaczenia, co jeszcze trzeba poprawić. Dominik wystartował w trzech kategoriach. Sam mówił później, że z każdego wyjścia na scenę wyciągał kolejne wnioski i z każdą kategorią czuł się na niej coraz swobodniej. Ważne dla niego było to nowe doświadczenie. Pierwsze błędy, pierwsze wnioski, pierwsza konfrontacja z tym, jak wygląda scena naprawdę, a nie tylko w przygotowaniach. To bardzo pasuje do jego sposobu myślenia. Nie traktować jednego startu jako końca drogi, tylko jako kolejny etap procesu.
Następny przystanek już niedługo - Grodzisk Mazowiecki. Mistrzostwa Polski. Wszystkim sportowcom życzę wytrwałości w robieniu tego, co naprawdę ich wciąga. A Tobie, Dominiku - rób swoje, czerp z tego frajdę no i sięgaj wysoko. Złota w Grodzisku!!! :-)
Ja będę gdzieś obok. Z aparatem.
Zapraszam do obserwowania jego SocialMedia | Dominik Misiuna Progres